


A potem odkrywałam teatr od środka. Zaczęło się to gdy kilkanaście lat temu trafiłam na warsztaty teatralne prowadzone przez niezwykłego Andrzeja Czernego w GT Dziewięćsił. Zwieńczeniem był spektakl wystawiony na scenie Śródmiejskiego Forum Kulturytury (obecnie Dom Literatury w Łodzi). Wtedy poczułam, że podoba mi się ta droga.
Potem trafiłam pod skrzydła Adama Wrzesińskiego, dzięki któremu zgłębiam kolejne tajniki sztuki aktorskiej.
W teatrze najbardziej fascynuje mnie człowiek, jego historia i emocje.
Uważam za niezwykłe, że spektakl dzieje się tu i teraz, ale przez emocje, które wzbudza w widzu potrafi trwać nawet, gdy kurtyna opadnie.

Na castingi zaczęłam chodzić, gdy miałam 11 lat, a dziś współpracuję z ELSA Studio i rozwijam się aktorsko w Teatrze Yeta.
Nie interesuje mnie granie „ładnie”. Interesuje mnie emocja, prawda i to, co zostaje w człowieku. Fascynuje mnie psychologia, bo prawdziwe aktorstwo zaczyna się od zrozumienia ludzi i ich uczuć.
Poza sceną również tworzę — rysuję, piszę, obserwuję świat, szukam nowych pomysłów. Sztuka ma dla mnie moc, żeby poruszyć ludzka duszę. Żeby zostawić w niej ślad.
Chcę grać tak, żeby widz, oglądając spektakl, coś poczuł, żeby to coś zabrał ze sobą. To dla mnie ważniejsze niż efektowny ruch czy słowo.

W 2021 roku zgłosiłem się na casting do Teatru Yeta. Zostałem przesympatycznie przyjęty przez Zespół i Reżysera.
Bardzo lubię rolę Doktora w spektaklu „Noc tysiączna druga” wg tekstu C.K. Norwida. Spektakl ten zbiera bardzo pozytywne informacje zwrotne wśród publiczności – zarówno polskiej, jak i zagranicznej . Myślę, że nasza współpraca zaowocuje jeszcze niejedną ciekawą rolą.

Swoim udziałem chciałbym ten fenomen wspierać i rozwijać.


Ponad dwadzieścia lat temu spakowałem się i opuściłem Słowację. Żyłem w różnych krajach, miałem różne prace, spałem w wielu łóżkach, poznałem wiele serc, a na teatr jakby nie starczało czasu. Ale miłości do niego nie da się uciszyć. Zawsze wypływa na powierzchnię. Pewnego wieczoru w Łodzi, ogarnęła mnie niezmierzona potrzeba ponownego połączenia się z teatrem.
I potem wszystko działo się niesamowicie szybko.
Zadzwoniłem do znajomej, która dzień później przedstawiła mnie reżyserowi Adamowi Wrzesińskiemu. Ten zaprosił mnie do swojego teatru… i stało się.
Jestem znowu w tym świecie, gdzie rzeczywistość całuje się ze snami.
Dziękuję.

Teatr jest dla mnie właśnie takim miejscem dialogu. Wiadomo, że nie zawsze się można werbalnie porozumieć z widownią przełamując tą słynną „czwartą ścianę”, jednak za pomocą intencji czy gestów można wyrazić każde najmniejsze zachwianie. I to jest właśnie piękne.

Świadomie do zawodu aktorskiego przyszłam dość późno — w wieku 24–25 lat. Rozpoczęłam naukę, pracę w teatrze oraz udział w produkcjach filmowych. To właśnie teatr stał się dla mnie przestrzenią prawdziwego odkrycia. Nauczył mnie pracy z emocjami — ich kontroli, przekazywania poprzez ciszę, spojrzenie i wewnętrzne napięcie. Jeśli kino wymaga precyzji i koncentracji, teatr oznacza pełne obnażenie, w którym nie da się nic ukryć. Aktor pozostaje tu w stałym dialogu z widzem, odczuwa jego reakcję i obecność. Ta żywa wymiana nadaje sens i motywuje do dalszego rozwoju.
Szczególnie pociągają mnie postacie złożone i niejednoznaczne. Role negatywne lub ambiwalentne wymagają głębokiego zanurzenia — aktor musi stać się jednocześnie sędzią, adwokatem i oskarżycielem swojego bohatera, by zrozumieć jego logikę i ból. To właśnie takie role najpełniej otworzyły mój wachlarz emocjonalny i stały się ważnymi krokami w moim rozwoju artystycznym.
Jestem osobą empatyczną i wymagającą wobec siebie. Aktorstwo to dla mnie proces bez końcowego punktu — nieustanny ruch, poszukiwanie i odkrywanie. Wierzę, że aktor ponosi dużą odpowiedzialność: poprzez teatr i kino ludzie przeżywają własne lęki, straty i nadzieje, doświadczają wewnętrznych przemian. Grając cudze życie na scenie, aktor może wesprzeć, zainspirować, otworzyć coś ważnego, a czasem nawet uzdrawiać. W tym widzę sens swojej pracy.

Jeszcze jako dziecko, kiedy marzyłam o spróbowaniu setek różnych zawodów, zrozumiałam, że wszystko, czego w nich szukam, odnajdę w aktorstwie. Różne epoki, losy, osobowości – wszystko to można przeżyć na scenie.
Dlatego właśnie tu jestem. 😊

Kontynuowałem naukę tej profesji na uniwersytetach w Tuzli (Bośnia i Hercegowina) oraz Bańskiej Bystrzycy (Słowacja).
Moje pierwsze „polskie” wyzwanie; monodram wg powieści Miroslava Krleży „Na krawędzi rozumu”. Spektakl nosił tytuł: „Wieczór u pana generalnego dyrektora lub kosmologia ludzkiej głupoty”, To był mój autorski projekt, który powstał pod opieką pana generalnego reżysera teatru Yeta, Adama Wrzesińskiego, w 2017 r.
Tak to się zaczęło. Nasze wspólne ekspedycje na festiwale teatralne oraz inspirująca współpraca przy nowych realizacjach trwają do dziś.
W Teatrze Yeta, poznałem wielu utalentowanych ludzi, z Polski, Ukrainy, Słowacji. Dowiedziałem się wiele o aktorskiej (i pedagogicznej) cierpliwości i życzliwości.
Jestem współzałożycielem teatru Sztoos, w moim rodzinnym mieście Velika Gorica. Obecnie jestem zatem aktywny w Polsce i Chorwacji. Piszę i tłumaczę poezję oraz krótkie formy dramatyczne. Gram sporo, choć pewnie można by więcej, uczestniczę w polskich i europejskich festiwalach teatralnych.
Život je lijep

Teatr definiuje mnie na nowo. Moje niegdysiejsze „ja” zdaje mi się dziś mglistym wspomnieniem, a teraźniejsze – ledwie iluzją. Teatr daje satysfakcję, która niesie moją łupinę wysoko na grzywach fal, by za chwilę strącić ją w zimną nieprzeniknioną toń oceanu zwątpienia. Pozwala być jednocześnie twórcą i tworzywem. Wydobyć to, co transcendentalne i uczynić to na scenie zupełnie realnym. Tchnąć własną jaźń w dziesiątki innych historii i postaci. Opowiedzieć je sobą.
Polecam 10/10.


Daje smak życiu.
Do zobaczenia na scenie!


A potem…
No cóż – od marca 2022 jestem w Polsce
Pierwszymi moimi krokami tutaj, związanymi ze sztuką i ukraińską kulturą były występy na różnych spotkaniach i świętach. Jestem jedną z solistek chóru „Kwitka”, śpiewającego repertuar polski i ukraiński.
Kiedyś ktoś mi powiedział o grupach dla statystów na Facebooku – od tego momentu zaczęła się moja przygoda w tym kierunku.
Któregoś dnia zobaczyłam na jednej z tych grup informację o naborze do teatru i… nie od razu wysłałam wiadomość do pana reżysera. Jednak pochodzę przecież z miasta Kozaków – Zaporoża, więc się w końcu, po kozacku, odważyłam.
Bardzo cieszę się, że to zrobiłam.
Zespół jest dla mnie trochę jak druga rodzina i czas z nim spędzony zawsze wnosi coś wartościowego w mój dzień.
W aktorstwie lubię to, że można otworzyć swoją wewnętrzną czarną skrzynkę: grać różne emocje, postacie zarówno pozytywne, jak i negatywne – przeżywać przygody i sytuacje, których nigdy nie dane by było przeżyć w swoim „normalnym” świecie.
O czym teraz marzę? O tym że odnajdę się w sztuce tutaj – w Polsce.


Ja jednak jestem innego zdania. Opowiadanie to moja pasja. A najlepiej robi mi się to na scenie, kiedy nie tylko opowiadam, ale i przeżywam. Tęsknota która zostaje ze mną po każdym występie jest nie tyle żalem po utraconym, a szczęściem po doświadczonym. Za to właśnie kocham teatr.

Przygodę z teatrem amatorskim zaczęłam w 2018 roku. Pasjonuje mnie ludzka psychika – zarówno jej zakamarki, jak szerokie płaszczyzny – oraz zagadnienia filozoficzne. Na tych zainteresowaniach budowałam kolejne role, które przyszło mi zagrać. Będzie to też podstawą przy tworzeniu kolejnych, które się przede mną wyłaniają z mroku teatralnej sceny.
Z wykształcenia jestem zarządcą projektów. Obecnie największymi moimi projektami – jakościowo i ilościowo – są samorozwój i teatr.
Jestem też permanentnie zakochana – w górach, poezji i… przede wszyskim w Kimś, kto jest „na rzeczy”.

Jedno chce zostać astronautą, drugie muzykiem, a trzecie – prezydentem.
Mnie zawsze fascynowała wizja, że, będąc aktorem, można przeżyć swoje życie setki razy. Za każdym razem na inny, niesamowity sposób.
Fascynacja ta przerodziła się w marzenie, kiedy po raz pierwszy postawiłem swoją stopę na scenie, występując w szkolnym przedstawieniu. Było ono pierwsze, ale stało się jednym z wielu.
Następnie moja przygoda wróciła na swoje tory podczas kilku epizodycznych ról w produkcjach telewizyjnych. Nie chciałem na tym poprzestawać. Pragnąłem być bliżej mojego marzenia. Postanowiłem więc spróbować swoich sił na warsztatach aktorskich w Łódzkim Domu Kultury. Tam zostałem „zwerbowany” do Teatru Yeta przez prowadzącego warsztaty, który – notabene – okazał się reżyserem.
Teatr Yeta daje mi możliwość szlifowania swoich umiejętności, realizowania się, zdobywania nowych doświadczeń i nauki własnego „ja”. W teatrze – przede wszystkim – chciałbym się nauczyć jak najwięcej, wystawić wiele wspaniałych spektakli i rozwinąć swoje aktorskie skrzydła.


Potem, od 2011 roku, przyszło mi zmierzyć się z chyba najtrudniejszą rolą w mojej teatralnej drodze: z rolą reżysera i szefa grupy. Trudność tej roli jest wprost proporcjonalna do stopnia rozwoju warsztatowego aktorów i liczebności Zespołu – a także i listy repertuarowej. Czasami nachodzi mnie ochota, żeby „rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”… ale wtedy uświadamiam sobie, że rzuciłbym wszystko, co mam.
Taki los.
Na szczęście mam za współpracowników tak ogarniętych ludzi, że potrafią coraz częściej szefować sobie sami. Dzięki temu mam większą swobodę tworzenia i nie muszę (już) być Panem-Od-Wszystkiego. Pozostaję więc reżyserem, coraz częściej – dramaturgiem, no i tradycyjnie – akustykiem i oświetleniowcem w jednym.
Z czasem jednak – w co wierzę głęboko – Zespół dopracuje się, również i w tych wymiarach pracy, osobowego wsparcia.
